Connect with us

NAJNOWSZE INFORMACJE

Szpital: Te informacje są nieprawdziwe. NFZ: Badamy okoliczności sprawy

Czy rzeczywiście w pyrzyckim szpitalu nie było lekarza, gdy przywieziono pacjenta w ciężkim stanie? Władze szpitala zaprzeczają, jakby doszło do takiego zdarzenia. Tymczasem Narodowy Fundusz Zdrowia zapowiada, że zbada zdarzenie.

 

Ta sprawa poruszyła mieszkańców Pyrzyc. Jak kilka dni temu informowała myśliborska policja, funkcjonariusze przywieźli do szpitala w Pyrzycach mężczyznę wymagającego natychmiastowej opieki lekarskiej z powodu wypicia płyny chłodniczego. Tymczasem w szpitalu miało nie być „chwilowo” lekarza, toteż mundurowi sami przewieźli pacjenta do szpitala w Stargardzie.
Niektórzy mieszkańcy Pyrzyc są oburzeni krytykując funkcjonowanie szpitala, inni go bronią twierdząc, że taka sytuacja jest niemożliwa i zawsze w szpitalu przebywają lekarze.

– Okoliczności sprawy są obecnie badane – informuje Małgorzata Koszur, Rzecznik Prasowy Zachodniopomorskiego NFZ w Szczecinie.

Zapytaliśmy zarząd szpitala o to, czy w tym konkretnym dniu (22 kwietnia około godziny 18:30) szpital zapewniał pełną obsadę lekarską i czy doszło do sytuacji kiedy odesłano z kwitkiem pacjenta w ciężkim stanie.

– Po przeanalizowaniu zaistniałej sytuacji, która miała miejsce, Komenda Powiatowa Policji w Myśliborzu przedstawiła dużo nieścisłości w komunikacie – informuje Małgorzata Flejterska w imieniu Dyrektora Szpitala Powiatowego w Pyrzycach. – Według wyjaśnień lekarza Zygmunta Puszyńskiego pełniącego dyżur, pacjent niezwłocznie po przywiezieniu do szpitala został poddany oględzinom lekarskim. Lekarz Zygmunt Puszyński zalecił przewiezienie pacjenta do innego szpitala, ponieważ Szpital Powiatowy w Pyrzycach w całości pełni funkcję szpitala covidowego. Lekarz Zygmunt Puszyński chciał wezwać karetkę pogotowia w celu przewiezienia pacjenta, jednakże funkcjonariusze policji z Myśliborza zaproponowali odwiezienie pacjenta swoim pojazdem służbowym do szpitala w Stargardzie, gdyż uznali, iż będzie szybciej pacjenta zawieść niż poczekać na przyjazd karetki. Informacje podane w komunikacie Komendy Powiatowej w Myśliborzu są nieprawdziwe i godzą w dobre imię Szpitala Powiatowego w Pyrzycach – tłumaczy.

Niewykluczone, że NFZ zleci kontrolę pyrzyckiej placówki, by zweryfikować informacje. Małgorzata Koszur wyjaśnia także, jak powinna przebiegać procedura zdarzenia:

– Co do zasady: w przypadku zagrożenia zdrowia lub życia, należy natychmiast powiadomić o zdarzeniu pogotowie ratunkowe – tłumaczy. – Dyspozytor Systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego, na podstawie uzyskanych informacji, podejmie decyzję, co do dalszego postępowania. Należy wykonać jego polecenia. Dyspozytor podpowie, jak doraźnie pomóc pacjentowi; czy przetransportować go do szpitala dostępnym środkiem transportu; jeśli tak, to do którego szpitala – z uwagi na stan zdrowia pacjenta, zakres wymaganej pomocy medycznej i dostępność do świadczeń; dyspozytor może też, ze względu na stan zdrowia pacjenta lub rodzaj urazu, podjąć decyzję, by oczekiwać na miejscu na przyjazd zespołu ratownictwa medycznego – dodaje.
Przypomnijmy: podczas rutynowego patrolu myśliborscy policjanci zauważyli kierowcę, który pędził po S3 z prędkością 209 km/h. Zważywszy, że dopuszczalna prędkość wynosiła 120 km/h, funkcjonariusze postanowili zatrzymać pirata drogowego. Szybko się okazało, że powodem nadmiernej prędkości jest… płyn chłodniczy.

Kierowca, 50-letni mieszkaniec powiatu łobeskiego, pędził do szpitala w Szczecinie. Mężczyzna oświadczył, że omyłkowo wypił znaczną ilość samochodowego płynu chłodniczego. Podczas kontroli stan zdrowia mężczyzny wyraźnie się pogarszał, zaczynał tracić przytomność. Mundurowi podjęli decyzję, że przetransportują kierowcę do najbliższego szpitala, liczyła się każda minuta!

Przy użyciu sygnałów świetlnych i dźwiękowych pojechali do szpitala w Pyrzycach, i jak informują mundurowi, tu dowiedzieli się, że w placówce chwilowo nie ma lekarza oraz karetki pogotowia. Policjanci ruszyli więc z mężczyzna do szpitala w Stargardzie, gdzie został przekazany pod opiekę lekarzy.

 

Foto: Google Street