Connect with us

BIELICE

Artur Nycz: Rząd już wielokrotnie pokazał, że nie liczy się z głosem obywateli

O wiele niej pieniędzy trafi do wojewódzkiego samorządu na realizację zadań z wykorzystaniem unijnych środków. Rządowe decyzje nie pozostawiają złudzeń: Pomorze Zachodnie może się zatrzymać w rozwoju, a odczuje to każdy mieszkaniec regionu. Rozmawiamy z Arturem Nyczem, radnym Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego o tym, co nas czeka w najbliższych latach.

 

Niewiele ponad 1,3 miliarda euro na lata 2021-2027 – tyle trafi do samorządu województwa w ramach Umowy Partnerstwa. To unijne środki i już można mówić, że nie jest to duża kwota. Jeśli przeliczyć to na mieszkańca regionu, będziemy jednym z najbiedniejszych województw.

– Umowa Partnerstwa to dawne RPO, czyli Regionalny Program Operacyjny. Rzeczywiście patrząc na to, że dziś koszty życia i szeroko pojętych inwestycji są o wiele wyższe niż jeszcze pięć lat temu, a do naszego województwa trafi o wiele mniej pieniędzy, to mamy powód do smutku.

Jak wypadamy na tle innych regionów?

– Otrzymamy o wiele niej środków, niż na przykład Polska Wschodnia. Oczywiście nie można tamtym regionom odmawiać prawa do rozwoju, ale uważam, ze decyzje o przyznawaniu funduszy poszczególnym województwom nie były do końca oparte na partnerstwie, w myśl nazwy o Umowach Partnerstwa.

Co ma Pan na myśli?

– Partnerstwo co do zasady opiera się na dialogu, w tym wypadku tego zabrakło. Zostaliśmy jako władze województwa poinformowani o kwocie, jaka trafi do Pomorza Zachodniego i nie było mowy o żadnych negocjacjach.

Nie uda się już zwiększyć tych pieniędzy?

– Trwają konsultacje, do podziału jest dodatkowych 7 miliardów euro na wszystkie województwa. Nie wiemy natomiast, jak na nasze argumenty spojrzy rząd. Obawiam się, że mogą nie być brane pod uwagę z czysto politycznych powodów.

Może argumenty są zbyt słabe?

– Mocno chcemy stawiać na rozwój trenów tak zwanego wykluczenia, to najczęściej tereny popegeerowskie. Pomorze Zachodnie jest jednym z najbardziej dotkniętych województw w tym zakresie, to spuścizna po PRL-u. Trudno dziś ocenić, czy i w tym wypadku ktoś wsłucha się nie tyle w nasz głos, co głos mieszkańców naszego województwa, którzy potrzebują wsparcia. Zobaczymy jak będą przebiegały konsultacje, czy choć teraz będą one oparte na partnerstwie, czy tak jak wcześniej, zostaniemy poinformowani o decyzji rządu.

Mówi Pan o głosie mieszkańców… to mocny argument.

– To na pewno istotny argument, przecież te środki nie trafiają do kieszeni urzędników. Te pieniądze, o kore walczymy, dotyczą inwestycji, jakie należy prowadzić na terenach wykluczonych. Brak dialogu w  tym zakresie odbije się na rządzie, odczują to tylko i wyłącznie mieszkańcy małych miejscowości w naszym województwie.

W jaki sposób to odczują?

– Brak inwestycji w oczyszczalnie ścieków, kanalizowanie wsi, mniej inwestycji drogowych, remontów świetlic, programów edukacyjnych dla dzieci, wsparcia dla przedsiębiorców. Wymieniać można godzinami. Mniejsza pula pieniędzy oznacza duże ograniczenia w rozwoju każdej gminy i każdej miejscowości w województwie.

Dlaczego tych środków dostaliśmy mniej niż w poprzedniej perspektywie unijnej?

– Nie jest to wielką tajemnicą, w kuluarach słyszy się, że to zemsta na mieszkańcach, że nie chcą tu głosować w wyborach na prawicowe ugrupowania.

To brzmi kuriozalnie.

– To prawda, ale teraz mamy taką rzeczywistość w Polsce. Kto nie z nami, ten przeciwko nam. Rząd już wielokrotnie pokazał, że nie liczy się z głosem obywateli.

O jakim głosie Pan mówi?

– O wolności mediów, o kobietach, którym odebrano prawo do decydowania o własnym życiu nawet wówczas, gdy to życie jest zagrożone. O przedsiębiorcach, którzy są zrujnowani nie do końca uzasadnionymi obostrzeniami. Wymieniać można długo.

Czy rzeczywiście przy podziale tych środków zadecydowało polityczne wyrachowanie, a nie dobro ludzi?

– Proszę spojrzeć na podział środków z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Wiele samorządów na Pomorzu Zachodnim zgłaszało chęć pozyskania pieniędzy z tego programu. W zdecydowanej większości otrzymywały pieniądze tylko te gminy, w których rządzą prawicowi politycy. To przykre. Samorządy protestują, ale ich głosu też nikt w rządzie nie chce słuchać. Dziś dla rządu liczy się tylko partyjna przynależność, a nie logika w podejmowaniu decyzji.