poniedziałek, 19 stycznia, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

„Tak Brzmi Stettin” – wykładowcy szczecińskiej uczelni grali propagandową muzykę nazistów

9 października 2025 r. w Bałtyckim Porcie Kultury – obiekcie należącym do miasta – odbyło się wydarzenie muzyczne pt. „Tak Brzmi Stettin”. Organizator, Fundacja Stradivarius, zapowiadał koncert jako okazję do „cofnięcia się do przedwojennego Stettina i wysłuchania muzyki, która kształtowała życie kulturalne miasta przed 1945 rokiem”.

Zapowiedzi nie uprzedzały jednak, że w programie znajdą się również utwory, które w czasach III Rzeszy pełniły rolę narzędzi propagandowych. Wśród nich wykonano m.in. piosenkę „Davon geht die Welt nicht unter” z hitlerowskiego filmu propagandowego „Die große Liebe” (1942), powstałego pod bezpośrednim nadzorem Ministerstwa Propagandy kierowanego przez Josepha Goebbelsa. Autorem muzyki był Michael Jary, to muzyk, który wiernie wspierał nazistowski reżim i cieszący się patronatem samego Hitlera. Zagrano również „Ich bin die fesche Lola”, popularną piosenkę z 1930 roku, która choć powstała przed przejęciem władzy przez Hitlera, stała się częścią repertuaru niemieckiej kultury masowej okresu nazizmu.

„Tamta klimatyczna rzeczywistość”? Zastrzeżenia natury historycznej

Organizatorzy w materiałach promocyjnych zachęcali do przeniesienia się do „klimatycznej rzeczywistości przedwojennego Stettina”. Sformułowanie to budzi jednak poważne zastrzeżenia. Dlaczego? Wspominany „klimat” wiązał się z funkcjonowaniem nazistowskiego systemu totalitarnego, odpowiedzialnego za zbrodnie przeciwko ludzkości, deportacje i masową przemoc. Przede wszystkim w Polsce! Przedwojenne Pomorze — jako część prowincji Pommern – było jednym z regionów, gdzie NSDAP miało duże poparcie. W Stettinie palono książki, niszczono kulturę, spalono miejscową synagogę. Wykonywanie utworów powiązanych z machiną propagandową III Rzeszy bez komentarza historycznego – czego zabrakło podczas koncertu -zostało uznane przez studentów Akademii Sztuki za niebezpieczne estetyzowanie totalitaryzmu. To właśnie studenci wyrazili swój sprzeciw.

– Jest nam wstyd – komentują.

„Jest nam wstyd” – głos studentów Akademii Sztuki

Kilkanaście godzin po wydarzeniu do naszej redakcji zgłosili się studenci Akademii Sztuki w Szczecinie. Byli oburzeni.

– To właśnie pracownicy naszej uczelni, w tym Kierownik Katedry Jazzu i Muzyki Rozrywkowej dr hab. Radosław Wośko, a także dr Tomasz Licak, mgr Bartosz Świątek oraz Michał Starkiewicz wykonywali utwory w ramach koncertu – komentują. – Rzecz dla nas niezrozumiała. Czy to niewiedza, rak świadomości, czy zwykły cynizm, trudno nam ocenić, ale to się przydarzyć nie powinno – komentują.

Studenci proszą o anonimowość w obawie przed konsekwencjami ze strony wykładowców, nie kryją rozczarowania.

– Jest nam wstyd – mówi jedna z naszych rozmówczyń. – Można wykonywać takie utwory, ale pod warunkiem, że jasno stawia się kontekst i edukację. Tutaj tego nie było. To wyglądało jak beztroskie granie bez refleksji. Wykładowcy wykazali się ignorancją.

Podkreślają, że od nauczycieli akademickich — osób kształcących przyszłych artystów — oczekują przede wszystkim świadomości odpowiedzialności historycznej oraz etycznej.

Pytania do Akademii Sztuki pozostają bez odpowiedzi

Półtora miesiąca temu przesłaliśmy do Akademii Sztuki w Szczecinie zestaw piętnastu szczegółowych pytań dotyczących udziału pracowników uczelni w koncercie. Dotyczyły one m.in.:

– czy uczelnia miała wiedzę o udziale wykładowców w wydarzeniu,
– czy uważa taki udział za zgodny z etyką zawodu pedagoga,
– w jakim charakterze występowali muzycy,
– czy władze uczelni zamierzają podjąć działania wyjaśniające,
– jak AS zamierza odpowiedzieć na głosy studentów,
– jakie są granice wolności artystycznej w kontekście repertuaru totalitarnych reżimów,
– oraz czy uczelnia zamierza publicznie odciąć się od estetyzacji okresu nazistowskiego.

Do dziś uczelnia nie udzieliła odpowiedzi na żadne pytanie.

Trzeba pytać o standardy

Milczenie instytucji publicznych w sprawie dotyczącej fundamentalnych kwestii – pamięci historycznej, etyki zawodowej, roli artysty i odpowiedzialności akademika – budzi duży niepokój. Studenci, którzy kontaktowali się z do redakcją, podkreślają, że wydarzenie odbyło się w obiekcie miejskim i powinno podlegać szczególnej kontroli pod kątem wrażliwości historycznej.

W ich opinii koncert „Tak Brzmi Stettin” nie tyle miał edukować, co stworzył wrażenie nostalgicznej opowieści o mieście, które w latach 1933–1945 było częścią nazistowskiego aparatu przemocy.

Wobec braku komentarza organizatorów oraz braku reakcji instytucji, pytanie pozostaje otwarte: czy w Szczecinie naprawdę rozumiemy, gdzie kończy się wolność artystyczna, a zaczyna odpowiedzialność za pamięć o ofiarach totalitaryzmu?

 

Popularne Artykuły