Polski offshore wiatrowy ma za sobą jeden z najważniejszych momentów w swojej krótkiej historii. Podczas rozruchu farmy Baltic Power energia z morskich turbin po raz pierwszy popłynęła do krajowej sieci energetycznej – to pierwszy taki przypadek w historii polskiej energetyki.
Baltic Power to projekt, na który polska branża czekała od lat. Po pełnym uruchomieniu farma ma produkować do 4 TWh energii rocznie – to ilość porównywalna z rocznym zużyciem prądu przez miasto wielkości dużej aglomeracji. Rozpoczęcie produkcji oznacza, że Polska dołączyła do grona krajów bałtyckich faktycznie wykorzystujących morski wiatr jako realne źródło energii, a nie tylko plan na papierze.
Za Baltic Power podążają kolejne, równie duże inwestycje. PGE i Ørsted zakończyły instalację 111 monopali dla farmy Baltica 2 – 107 z nich posadowiono pod same turbiny, a cztery pod morskie stacje elektroenergetyczne. Oddanie tej farmy do użytku zaplanowano na 2027 rok.
Podobny etap osiągnęły Polenergia i Equinor, które zakończyły instalację fundamentów pod 100 turbin wraz z konstrukcjami wsporczymi dwóch morskich stacji elektroenergetycznych dla farm Bałtyk 2 i Bałtyk 3. Pierwsza energia z tych projektów ma popłynąć do sieci w 2027 roku, a ich pełne uruchomienie zaplanowano na rok 2028. Te same spółki rozwijają też kolejny projekt – farmę Bałtyk 1 o mocy do 1,56 GW, która wygrała aukcję offshore w grudniu 2025 roku. Jej uruchomienie zaplanowano dopiero na 2032 rok, co pokazuje, jak długi jest cykl inwestycyjny w tej branży – od wygranej aukcji do faktycznej produkcji energii mija nawet siedem lat.
Do grona inwestorów budujących infrastrukturę na lądzie dołączył też Ocean Winds, który rozpoczął we Władysławowie budowę bazy serwisowej mającej obsługiwać farmę BC-Wind przez kolejne dekady. Spółka rozpoczęła również dzierżawę terminalu w Świnoujściu, który posłuży jako zaplecze do przygotowania i instalacji fundamentów oraz elementów przejściowych wykorzystywanych na morzu.
Łączna skala tych projektów pokazuje, że offshore przestał być dla Polski odległą perspektywą, a stał się realnym segmentem gospodarki. Według raportu Baker Tilly TPA i CEE Energy, pełne wykorzystanie szacowanego potencjału polskich obszarów morskich – wynoszącego 33 GW – mogłoby oznaczać około 897 miliardów złotych łącznych nakładów inwestycyjnych w całym cyklu życia tych projektów. W przyjętym przez autorów raportu scenariuszu przełożyłoby się to na około 346 miliardów złotych wartości dodanej dla polskiej gospodarki oraz ponad 56 miliardów złotych wpływów fiskalnych do budżetu państwa. Pełne wykorzystanie tego potencjału wymagałoby jednak wyznaczenia nowych obszarów morskich pod kolejne farmy, których na razie formalnie nie ma.
Rośnie też znaczenie regionu bałtyckiego jako całości. Jak wynika z raportu Baltic Energy Perspectives 2026, produkcja energii z morskich farm wiatrowych w ośmiu państwach regionu może wzrosnąć z 36 TWh w 2025 roku do aż 167 TWh w 2040 roku, a Polska ma być jednym z kluczowych rynków tego wzrostu.
Mimo widocznego postępu, skala realizowanych dziś inwestycji wciąż odbiega od wcześniejszych planów. Zgodnie z zestawieniem sporządzonym 14 sierpnia 2026 roku, farmy już działające oraz te będące w budowie lub po zamknięciu finansowania mogą dać regionowi łącznie około 9,5 GW mocy do 2030 roku. To mniej niż połowa celu 19,6 GW, jaki państwa regionu bałtyckiego przyjęły wspólnie w deklaracji z Marienborga. Innymi słowy – nawet licząc wszystkie projekty, które już ruszyły z budową lub mają zabezpieczone finansowanie, region jest dziś w stanie zrealizować niecałą połowę zakładanych ambicji na koniec dekady.
Osobną, coraz istotniejszą kwestią jest to, jaka część wartości generowanej przez te inwestycje faktycznie trafi do polskich firm, a nie zagranicznych dostawców komponentów i usług. Ministerstwo Aktywów Państwowych wraz z Głównym Urzędem Statystycznym prowadzą obecnie pilotażowy pomiar udziału komponentu krajowego w wybranych inwestycjach energetycznych, skupiając się właśnie na morskiej energetyce wiatrowej. Pierwsze wyniki tego pomiaru mają zostać przedstawione pod koniec stycznia 2027 roku i powinny dać jasną odpowiedź na pytanie, czy postęp techniczny widoczny na kolejnych placach budowy przekłada się realnie na zlecenia dla polskiego przemysłu, czy też większość wartości wciąż trafia za granicę.





