Przez lata termomodernizacja była traktowana jako docelowe rozwiązanie problemów energetycznych budynków. Docieplenie przegród, wymiana stolarki, modernizacja źródeł ciepła – to zestaw działań, który miał przynieść wymierne oszczędności i w wielu przypadkach tak się stało. W praktyce jednak coraz częściej pojawia się zjawisko, które dla wielu wspólnot i zarządców jest zaskoczeniem: po zakończeniu inwestycji rachunki nie spadają w oczekiwanym stopniu, a czasem nawet rosną.
To nie jest efekt błędu wykonawczego. To zmiana warunków rynkowych i technologicznych, która sprawia, że sama termomodernizacja przestaje być wystarczająca. Współczesny rynek energii wymusza inne podejście. O ile jeszcze dekadę temu kluczowe było ograniczenie strat, dziś coraz większe znaczenie ma optymalizacja zużycia w czasie oraz integracja różnych źródeł energii. Dlaczego? Budynki przestają być biernymi odbiorcami energii, a zaczynają funkcjonować jako aktywne systemy, które mogą reagować na zmienne warunki – ceny, dostępność energii czy zapotrzebowanie. W kwietniu, podczas Świąt Wielkanocnych, ceny energii elektrycznej na towarowej giełdzie energii osiągnęły rekordowe ceny… minusowe. Czyli można było przykładowo generować ciepło pompą ciepła i jeszcze ktoś za to zapłacił.
– Widzimy wyraźnie, że termomodernizacja zamyka pewien etap, etap konieczny, ale nie w pełni rozwiązuje problem kosztów eksploatacyjnych w długim okresie – mówi Marcin Hołub – odpowiedzialny za obszar Smart Grid & storage ze spółki ConnectPoint – Dziś kluczowe pytanie brzmi nie „ile energii zużywamy”, ale „kiedy i w jaki sposób ją wykorzystujemy”.
ThermOS – przykład systemowego podejścia
Jednym z bardzo widocznych kierunków, który zaczyna zyskiwać znaczenie również w kontekście energii elektrycznej, jest integracja źródeł energii z technologiami jej magazynowania. Tak jak w przypadku baterii dla systemów prosumenckich (czyli głównie fotowoltaiki) istnieją bufory ciepła dla systemów ogrzewania. Systemy takie jak Thermal Optimal System (ThermOS), rozwijane w ramach projektów badawczo-rozwojowych w ConnectPoint, opierają się na prostym ale skutecznym mechanizmie. ConnectPoint od 15 lat rozwija systemy integrujące i zarządzające dla branż energetycznej i przemysłowej.
Nadwyżki energii – najczęściej z instalacji fotowoltaicznych – są przekształcane i magazynowane w postaci ciepła w zbiornikach wodnych o temperaturze 45–55°C. To rozwiązanie ma kilka istotnych przewag: jest technologicznie stabilne, bezpieczne, nie wymaga skomplikowanych materiałów i pozwala na relatywnie niskie koszty inwestycyjne w porównaniu do magazynów energii elektrycznej. W praktyce oznacza to, że budynek może „zatrzymać” energię wytworzoną w ciągu dnia i wykorzystać ją w godzinach szczytu lub w nocy – bez konieczności poboru droższej energii z sieci.
– Największym problemem wielu budynków po modernizacji nie jest już współczynnik przenikania ciepła, lecz brak koordynacji istniejących systemów. Instalacje działają niezależnie: pompy ciepła, fotowoltaika, systemy wentylacyjne, rekuperacyjne czy przygotowanie ciepłej wody użytkowej nie są ze sobą zintegrowane – wyjaśnia Marcin Hołub.
Efekt to nadprodukcja energii w jednym momencie i jej brak w innym. Bez magazynowania i inteligentnego sterowania nadwyżki są tracone, a niedobory uzupełniane energią z sieci – często w najdroższych taryfach, bo inni użytkownicy też potrzebują tej energii najczęściej rano i po powrocie z pracy.
– To klasyczny przykład systemu, który działa poprawnie, ale nie optymalnie – podkreśla Marcin Hołub. – Bez warstwy zarządzania budynek czy grupa budynków nie wykorzystuje swojego potencjału.
Presja rynku: ceny, sieci, klimat
Zmiana podejścia nie wynika wyłącznie z rozwoju technologii. Jest bezpośrednią konsekwencją warunków rynkowych.
Po pierwsze – rosnące ceny energii. Nawet niewielkie różnice w czasie poboru mogą przekładać się na znaczące koszty w skali roku. Po drugie – ograniczenia infrastrukturalne. Coraz trudniej o szybkie i tanie przyłączenia nowych odbiorców, co wymusza większą samowystarczalność energetyczną budynków. Po trzecie – rosnący udział źródeł odnawialnych, które są mniej przewidywalne. Produkcja energii zależy od pogody i pory dnia, a nie od zapotrzebowania użytkownika. Po czwarte – zmiany klimatyczne, które zwiększają zapotrzebowanie nie tylko na ogrzewanie, ale również na chłodzenie, co dodatkowo komplikuje bilans energetyczny budynku.
– Dla wspólnot mieszkaniowych czy też developerów i operatorów w branży hotelowej oznacza to konieczność zmiany strategii inwestycyjnej. Modernizacja nie powinna kończyć się na dociepleniu i wymianie źródła ciepła, dołożeniu własnej instalacji fotowoltaicznej. Kolejnym etapem powinna być integracja systemów i wprowadzenie elementów kompleksowego zarządzania energią – tłumaczy Marcin Hołub.
W praktyce obejmuje to analizę profilu zużycia energii w budynku, identyfikację momentów nadwyżek i niedoborów, wdrożenie magazynów ciepła lub energii, czy też stosowanie systemów sterowania, które optymalizują pracę instalacji. Szczególny potencjał mają tu starsze zasoby mieszkaniowe, w tym budynki popegeerowskie czy komunalne. To właśnie w tych obiektach różnica między stanem obecnym a potencjałem optymalizacji jest największa.
Jeszcze kilka lat temu rozwiązania tego typu były postrzegane jako innowacyjne, ale kosztowne. Dziś coraz częściej stają się racjonalną decyzją inwestycyjną która w kontekście całości prac nie zmienia znacząco wkładu kapitałowego.
– Wspólnoty nie szukają już „ekologicznych rozwiązań dla wizerunku”. Szukają realnych oszczędności – mówi Marcin Hołub. – Jeśli system jest w stanie obniżyć koszty w perspektywie kilku lat, zaczyna być traktowany jako standard, a nie eksperyment. Dodatkowym czynnikiem są programy wsparcia, w tym działania funduszy środowiskowych, które coraz częściej obejmują nie tylko modernizację, ale również systemy zarządzania energią – dodaje.
Rynek budowlany i zarządzania nieruchomościami wchodzi w etap, w którym sama efektywność energetyczna przestaje być wystarczającym wskaźnikiem. Kluczowe staje się zarządzanie różnymi formami energii w sposób procesowy. Termomodernizacja pozostaje fundamentem, ale to dopiero pierwszy krok. Kolejnym musi stworzenie systemu, który potrafi tę energię wykorzystać w sposób optymalny, połączyć ze sobą różne systemy i potrzeby użytkownika. W przeciwnym razie nawet najlepiej ocieplony budynek może pozostać kosztowny w utrzymaniu – tyle że z nową elewacją.





