niedziela, 14 czerwca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

„Jeżdżę i widzę, jak ludzie się cieszą” – ministra zdrowia odkryła nieznaną Polskę

Są zdania, które wchodzą do historii nie dlatego, że są mądre, lecz dlatego, że są niezniszczalnie, spektakularnie oderwane od rzeczywistości. 13 maja 2026 roku ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda wzbogaciła tę kolekcję o nową perłę. W programie „Graffiti” na antenie Polsat News spokojnie, bez cienia zawahania, oświadczyła: „Jeżdżę po kraju i widzę, jak się ludzie cieszą”. Internet zapłonął: Polacy mówią wprost, że polityczka odkryła nową Polskę, to nowa rzeczywistość, której nie widać z okna służbowej limuzyny.

Z czego konkretnie miano się cieszyć? Nie chodziło o ogólną kondycję polskiej służby zdrowia. Minister odnosiła się do pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczonych na inwestycje w placówkach medycznych. W połowie kwietnia na stronie rządowej minister Sobierańska-Grenda mówiła wprost: „Naprawdę możemy się cieszyć. 18 mld zł z KPO to suma historycznie wielka. Te środki zmieniają onkologię, kardiologię, opiekę długoterminową, cyfryzację, działalność badawczo-naukową i rozwój kadr medycznych”.

W lutym 2026 roku, na spotkaniu Ministerstwa Zdrowia i NFZ z marszałkami wszystkich 16 województw, przedstawiono łączny bilans: 18 miliardów złotych z KPO, ponad 36 miliardów na inwestycje w ostatnich dwóch latach, 3 miliardy 127 milionów na cyfryzację oraz 1 miliard 200 milionów dla podstawowej opieki zdrowotnej.

Innymi słowy: radość, o której mówiła minister, miała dotyczyć pracowników i zarządów szpitali, które otrzymały nowy sprzęt i przeszły modernizację. Ekonomistka Anna Gołębicka, specjalizująca się w zarządzaniu w ochronie zdrowia, przyznała w rozmowie z WP abcZdrowie, że „te słowa dotyczyły sytuacji osób, które dostały środki z KPO — te osoby rzeczywiście mogą się cieszyć”.

To jednak tylko połowa zdania. Bo Gołębicka dodała: „Ja jednak też jeżdżę po Polsce, rozmawiam z samorządowcami, lekarzami, pacjentami i mogę powiedzieć: uczucie radości jest udziałem nielicznych. Zwykle ci, których spotykam, się nie cieszą i to jest czasem mało powiedziane”.

Dlaczego to zdanie wywołało burzę?

Problem nie leży w tym, że inwestycje z KPO są fikcją. Leży w tym, że wypowiedź padła w chwili, gdy każdego dnia media przynoszą zupełnie inne obrazy polskiej ochrony zdrowia. Prowadzący program Marcin Fijołek dopytywał wprost, czy minister widzi „nie tylko tych, którzy się cieszą”, przywołując wyliczenia posła Adriana Zandberga — o odwoływanych badaniach i zamykanych porodówkach.

Były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński wskazał konkretny efekt cięć: pacjenci dostają terminy do specjalistów na 2027 rok. Z kolei Fundacja Alivia Onkofundacja, zbierająca dane bezpośrednio od placówek i chorych, odnotowała, że średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny wzrósł z 85 dni w marcu do 105 dni w kwietniu — a w wielu miejscach pacjenci czekają na kluczowe badania ponad rok.

W tle tej wypowiedzi leży również plan oszczędności, który resort zdrowia przygotował dla NFZ. Na liście działań mających przynieść oszczędności znalazły się limity w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej warte 3,36 mld zł, ograniczenia leków refundowanych dla seniorów i dzieci, limity na operacje zaćmy oraz cięcia w finansowaniu diagnostyki obrazowej — tomografii i rezonansów. Rok 2026 został tymczasem ogłoszony rokiem profilaktyki – a niemal jednocześnie ograniczono finansowanie badań profilaktycznych.

Liczby to nie wrażenia z podróży

Sondaż IBRiS przeprowadzony 13–14 maja 2026 roku na próbie tysiąca dorosłych Polaków pokazuje, że 45,4 proc. badanych uważa, iż system ochrony zdrowia funkcjonuje gorzej niż wcześniej. Jedynie 10,5 proc. dostrzega poprawę — przy czym wyraźną poprawę widzi zaledwie 1,5 proc. ankietowanych. Ekspertka ds. zdrowia dr Maria Libura oceniła, że minister nie wykorzystała możliwości negocjacyjnych, które miała na początku urzędowania, i że podejmuje decyzje o ogromnych konsekwencjach dla pacjentów, nie wyjaśniając jasno, jaki cel im przyświeca.

Gdzie leży sedno problemu? Inwestycje z KPO są faktem. Nowy sprzęt w szpitalach jest faktem. Ale między zakupem tomografu a sytuacją pacjenta, który czeka na badanie rok, jest przepaść — i właśnie ta przepaść stała się tematem politycznym po słowach minister.

W tle tej wypowiedzi i inwestycji znajdują sią ogromne cięcia w kontraktach pomiędzy NFZ-tem a szpitalami. Coraz więcej szpitali i poradni w Polsce alarmuje o problemach finansowych związanych z nowymi zasadami rozliczeń. W części placówek limity na badania diagnostyczne wyczerpały się już w kwietniu, a dyrektorzy mówią wprost o konieczności ograniczania przyjęć i przesuwania terminów badań.

Najbardziej problem odczuwają mniejsze szpitale powiatowe, które od lat balansują na granicy finansowej wydolności. To właśnie diagnostyka obrazowa — tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny czy badania endoskopowe — była dla wielu z nich jednym z niewielu źródeł pozwalających łatać straty generowane przez niedoszacowane oddziały internistyczne, chirurgiczne czy pediatryczne. Sytuację pogorszyły zmiany wprowadzone przez NFZ. Od kwietnia Fundusz znacząco obniżył finansowanie badań wykonywanych ponad zakontraktowany limit. Za część świadczeń placówki otrzymują obecnie jedynie połowę stawki, a w przypadku niektórych badań około 60 procent wartości. W praktyce oznacza to, że każde kolejne badanie wykonywane po wyczerpaniu kontraktu generuje stratę po stronie szpitala.

Popularne Artykuły