Kiedy w lutym 2022 roku Rosja napadła na Ukrainę, Polacy otworzyli serca i domy. Dworce pełne były ludzi niosących koce, zupę, zabawki, ubrania. Nikt nie pytał o koszty, o narodowość, o język. Wtedy 94 procent Polaków deklarowało, że chce pomagać uchodźcom z Ukrainy. To był moment wielkiej jedności i ludzkiej przyzwoitości – takiej, z której byliśmy naprawdę dumni.
Dziś – zaledwie trzy lata później – połowa społeczeństwa uważa, że pomoc dla Ukraińców jest zbyt duża. Zmieniły się nastroje, zmieniła się retoryka, zmieniły się emocje. Według najnowszego sondażu CBOS z października 2025 roku, tylko 48 procent Polaków popiera dalsze przyjmowanie ukraińskich uchodźców. To najniższy wynik od początku rosyjskiej agresji na Krym w 2014 roku.
Co się wydarzyło po drodze?
Od empatii do zmęczenia
Nie można udawać, że pomoc milionom uchodźców nie kosztowała nas nic. Polska przyjęła więcej Ukraińców niż jakikolwiek inny kraj w Europie, udzielając im schronienia, pracy, dostępu do edukacji, służby zdrowia i świadczeń socjalnych. Z czasem jednak w społeczeństwie zaczęło narastać zmęczenie – emocjonalne, finansowe i polityczne.
Część Polaków poczuła, że obowiązki państwa wobec uchodźców przekroczyły granice zdrowego rozsądku. W debacie publicznej pojawiły się głosy, że „pomagamy cudzoziemcom kosztem własnych obywateli”. Tego typu narracja – podsycana przez niektóre środowiska polityczne – znalazła podatny grunt w społeczeństwie, które po latach inflacji, wysokich kosztów życia i niepewności gospodarczej zaczęło szukać winnych swoich problemów.
Polityka wchodzi na scenę
Kwestia ukraińska stała się paliwem politycznym. Jeszcze niedawno była symbolem narodowej jedności, dziś stała się osią sporu. Jak zauważa Bloomberg, sprzeciw wobec wspierania Ukrainy stał się centralnym punktem walki o władzę w Warszawie.
Przykład? Nowy prezydent, Karol Nawrocki, zawetował ustawę przedłużającą świadczenie „800 plus” dla obywateli Ukrainy, argumentując, że pomoc należy się tylko tym, którzy pracują w Polsce. Dla jednych – to przejaw racjonalności i odpowiedzialności za budżet. Dla innych – symboliczny gest odwrócenia się od solidarności, która była naszym znakiem rozpoznawczym w Europie.
Rosyjska propaganda już to wykorzystuje
Rosja nie musi już tworzyć nowej propagandy – wystarczy, że podsyca istniejące podziały. W rosyjskich mediach od miesięcy pojawiają się narracje o „rosnącej wrogości Polaków wobec Ukraińców”, o „neonazistowskiej ideologii”, o „nadchodzącej masakrze”. To nie są przypadkowe słowa – to zaplanowany mechanizm mający wzbudzić nieufność i nienawiść między dwoma narodami, które przez wspólną tragedię mogłyby się stać dla Kremla prawdziwym zagrożeniem.
Z danych polskiej policji wynika, że w 2024 roku odnotowano 651 przypadków przestępstw motywowanych nienawiścią wobec obywateli Ukrainy. W 2025 roku – tylko do września – już 477. To nie są liczby z internetu. To fakty, które pokazują, że emocje zaczynają wymykać się spod kontroli.
Solidarność sezonowa?
Fala poparcia rzeczywiście się wyczerpała. Ale może to nie poparcie było problemem, tylko nasze oczekiwania? Pomaganie zawsze jest trudne, zwłaszcza gdy trwa długo. Wymaga cierpliwości, rozsądku i uczciwej komunikacji ze strony władzy. Tymczasem w miejsce rzeczowej rozmowy o realnych kosztach i możliwościach, dostaliśmy polityczne przepychanki i populistyczne hasła.
Polacy wciąż potrafią współczuć i pomagać – wystarczy przypomnieć sobie choćby społeczne akcje wsparcia dla rannych żołnierzy, dzieci czy osób starszych z Ukrainy. Ale potrzebujemy nowego języka tej pomocy – spokojnego, uczciwego, opartego na faktach, a nie emocjach. Bo nikt nie wygra na wzajemnej niechęci – ani Polacy, ani Ukraińcy. Wygrają tylko ci, którzy od lat marzą o tym, byśmy się od siebie odwrócili.





