Drzwi do jej salonu rzadko kiedy pozostają zamknięte. Terminy rezerwowane są z dużym wyprzedzeniem, a właściciele psów przyjeżdżają nie tylko z najbliższej okolicy, ale także z innych miejscowości regionu. Kasia Ciszek-Osajda od lat pracuje jako groomer i dziś jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w tej branży. Jak sama podkreśla — w tej pracy nie ma rutyny, bo każdy dzień wygląda inaczej, a każdy pies jest inny.
Choć wiele osób wyobraża sobie pracę groomera jako spędzanie czasu z uśmiechniętymi zwierzakami, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. To zawód wymagający wiedzy, doświadczenia i dużej odpowiedzialności.
Codzienna praca obejmuje nie tylko strzyżenie sierści. To także kąpiele, suszenie, rozczesywanie, pielęgnacja skóry, uszu czy obcinanie pazurów. Zakres zabiegów zależy zarówno od oczekiwań właściciela, jak i potrzeb konkretnej rasy oraz stanu sierści zwierzęcia.
– Trudno mówić o rutynie, bo pracujemy ze zwierzętami. Każda wizyta zaczyna się od rozmowy z właścicielem i dokładnego wywiadu. Trzeba wiedzieć, czego oczekuje opiekun, ale też ocenić, co będzie najlepsze dla psa – mówi Kasia Ciszek-Osajda.
W salonie pojawiają się psy wszystkich ras, ale także koty czy króliki. Każde zwierzę wymaga innej techniki pielęgnacji – jedne się strzyże, inne trymuje, a właściwy dobór metod wynika ze znajomości struktury sierści i wzorców rasowych.
„Samo kocham psy nie wystarczy”
Jak podkreśla groomerka, jednym z największych mitów jest przekonanie, że do tej pracy wystarczy sympatia do zwierząt. W praktyce liczą się cierpliwość, umiejętność przewidywania zachowań i opanowanie.
– Psów nie da się oszukać. One od razu wyczuwają emocje. Groomer musi być spokojny, pewny siebie i empatyczny. Równie ważna jest umiejętność rozmowy z właścicielem, bo wiele konfliktów wynika z braku komunikacji – tłumaczy.
Często największym wyzwaniem okazują się właśnie oczekiwania opiekunów. Zdjęcia z internetu pokazujące idealnie wystylizowane psy nie zawsze mają wiele wspólnego z rzeczywistością.
– Właściciel pokazuje zdjęcie psa strzyżonego „na misia”, a na stole stoi pies z bardzo zniszczoną sierścią. Wtedy trzeba wytłumaczyć, co jest możliwe, a co nie – dodaje.
Praca ze zwierzętami wiąże się także z ryzykiem. W salonach groomerskich zdarza się, że psy reagują agresją, szczególnie gdy są zestresowane, zaniedbane lub nieprzyzwyczajone do zabiegów pielęgnacyjnych.
– Trzeba rozumieć, dlaczego pies ugryzł. Czasem to strach, czasem ból. Groomer musi umieć odczytywać sygnały wysyłane przez zwierzę. Są jednak psy agresywne, których nie przyjmujemy – bezpieczeństwo ludzi jest najważniejsze – mówi Ciszek-Osajda.
Podkreśla przy tym, że wiele zależy od właścicieli. Regularne czesanie, kąpiel czy przyzwyczajanie psa do suszarki w domu znacząco zmniejsza stres podczas wizyty w salonie.
Groomer widzi więcej
Choć groomer nie jest lekarzem weterynarii, często jako pierwszy zauważa niepokojące zmiany. Podczas pielęgnacji można dostrzec problemy skórne, pasożyty czy urazy ukryte pod gęstą sierścią.
Kasia Ciszek-Osajda przez kilka lat pracowała również w gabinecie weterynaryjnym, co – jak przyznaje – pomaga jej szybciej reagować w takich sytuacjach. Zdarzało się, że podczas zwykłej wizyty pielęgnacyjnej odkrywane były poważne urazy, których właściciel wcześniej nie zauważył.
Zdaniem groomerki profesjonalna pielęgnacja nie powinna być traktowana wyłącznie jako kwestia wyglądu. W wielu przypadkach ma znaczenie zdrowotne – szczególnie u ras o wymagającej sierści, podatnych na problemy skórne czy kołtuny powodujące ból.
– Każdy pies zasługuje na odpowiednią pielęgnację. Regularność i właściwie dobrane metody mają ogromny wpływ na zdrowie skóry i sierści – podkreśla.
Rosnąca popularność salonu i liczba klientów przyjeżdżających z całego regionu pokazuje, że świadomość właścicieli zwierząt się zmienia. Coraz częściej pielęgnacja przestaje być luksusem, a zaczyna być elementem odpowiedzialnej opieki nad zwierzęciem.





