Na papierze wygląda to coraz lepiej. Liczba stacji ładowania przy drogach szybkiego ruchu w Polsce w ciągu kilku lat wzrosła ponad dwukrotnie. Jednak mapa infrastruktury pokazuje, że podróż samochodem elektrycznym po kraju nadal wymaga planowania i ostrożności. W wielu regionach kierowcy wciąż mogą natrafić na długie odcinki bez dostępnych ładowarek.
Jeszcze w połowie 2022 roku na Miejscach Obsługi Podróżnych przy drogach szybkiego ruchu działało 70 stacji ładowania z 201 punktami ładowania. Dziś na sieci dróg krajowych i ekspresowych funkcjonuje już 493 punktów ładowania zlokalizowanych na 145 MOP-ach. Wśród nich 222 to ultraszybkie ładowarki o mocy przekraczającej 150 kW.
To duży postęp, ale nie zmienia faktu, że infrastruktura wciąż rozwija się nierównomiernie.
Najlepiej sytuacja wygląda na najważniejszych autostradach i drogach ekspresowych.
Na autostradzie A2 działa już 121 punktów ładowania na 35 MOP-ach. Na A1 funkcjonuje 107 punktów na 30 MOP-ach. Wzdłuż trasy S7 dostępne są 64 punkty ładowania, a przy S8 – 54.
Na tych odcinkach podróż samochodem elektrycznym jest stosunkowo komfortowa. Kierowca ma zazwyczaj możliwość wyboru kilku miejsc postoju, a szybkie ładowarki pozwalają uzupełnić energię w czasie przerwy na kawę czy posiłek.
Wciąż są miejsca bez infrastruktury
Mapa infrastruktury pokazuje jednak wyraźnie, że Polska wciąż ma obszary, gdzie ładowarek praktycznie nie ma. Dotyczy to szczególnie części północno-wschodniej Polski, niektórych odcinków tras w centrum kraju oraz fragmentów dróg ekspresowych w zachodniej i południowej części kraju.
W praktyce oznacza to, że kierowca elektryka musi planować trasę znacznie dokładniej niż użytkownik samochodu spalinowego. Błąd w planowaniu, zajęta ładowarka lub awaria mogą oznaczać konieczność zjazdu z głównej trasy i szukania punktu ładowania w mieście oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów.






