Connect with us

BIZNES

Mamy zamówienia, rynek weryfikuje tych, którzy nie dbali o klientów

Jak lokalni przedsiębiorcy odczuwają skutki epidemii? Rozmawiamy z Bartoszem Matławski, który jest cenionym projektantem mebli kuchennych w naszym regionie.

 

 

Branża meblarska odczuwa skutki epidemii?

– Jak każda gałąź gospodarki. Na pewno nie jest to łatwy czas, ani dla projektantów mebli kuchennych, jak i dla salonów, które sprzedają meble pokojowe. Nie można się dziwić ostrożności zakupowej ze strony klientów, dzisiaj nikt nie wie tak naprawdę, jaka będzie sytuacja za kilka miesięcy, a inwestowanie w nowe meble nie zawsze jest priorytetem. Choć coraz częściej przychodzą do nas klienci i mówią, że wolą już zmiany w domu niż trzymanie pieniędzy na bankowych lokatach.

 

Kupno mebli zamiast oszczędzania?

– Po tym, jak banki praktycznie w całej Europie, obniżyły stopy procentowe, trzymanie środków na lokatach niczego nie daje, wręcz przeciwnie. Patrząc na rozpędzoną inflację, można wręcz powiedzieć, że te oszczędzane przez lata pieniądze, tracą na wartości. Stąd decyzje, by je zainwestować. Niektórzy kupują nieruchomości twierdząc, że w dłuższej perspektywie na tym się nie traci, inni wydają na zmiany w swoim otoczeniu. Remonty w mieszkaniach i domach, a co za tym idzie, w nowy wystrój wnętrz i w kupno mebli.

 

Jako projektant masz mnóstwo pracy…

– …na pewno sporo, choć pierwsza fala epidemii sprawiła, że wszyscy w branży z niepokojem spoglądaliśmy w przyszłość.

 

Wydawać by się mogło, że branża meblarska jednak odczuje kryzys. Szczególnie, gdy zapadła decyzja rządu o zamykaniu salonów.

– Nie wszystkich salonów, ale rzeczywiście, to nie była fortunna decyzja, która tak czy owak, odbiła się na branży. W mniejszym lub większym stopniu jest nadal odczuwalna, znam kilka salonów, gdzie projektowano kuchnie, a jakie już dziś nie istnieją. Szkoda. Naprawdę szkoda. To przecież nie tylko projektanci, ale także osoby zajmujące się montażem, to także miejsca pracy u producentów różnego rodzaju płyt, blatów, akcesoriów meblarskich. Pracę straciły setki osób.

 

Twoje studio projektowe przetrwało.

– Tak, ma się całkiem dobrze mimo kryzysu. Powiem nawet więcej, mocno się przebudowujemy i niebawem będziemy mieli jeszcze więcej do zaoferowania.

 

Chorowałeś?

– Zwykłe przeziębienie, nic więcej. Koronawirus na szczęście jakoś mnie omija.

 

Wydawało mi się, że dziś świadcząc usługi trudno się ustrzec. Jakby nie patrzeć, spotykasz się z wieloma klientami.

– To prawda, ale trzeba tu podkreślić, że obecnie obsługa wygląda inaczej, niż jeszcze rok temu. Poza kilkoma wyjątkami, klienci są rozsądni i dbają o wspólne bezpieczeństwo. Natomiast internet pozwala na dobry kontakt zdalny, a co za tym idzie, bezpieczny.

 

Można zbudować wymarzoną kuchnię wykorzystując jedynie kontakt wirtualny?

– Tak, choć wiadomo, że finalnie do kontaktu musi dojść. Projekt projektem, ustalenia ustaleniami, ale przecież należy jeszcze tę kuchnię zamontować w domu u klienta. Natomiast da się ograniczyć kontakt do minimum. Fakt, że nikt z naszego zespołu nie chorował, zdaje się to potwierdzać.

 

Jak wygląda proces budowy kuchni w Waszym studio?

– Projekt wykonujemy zdalnie na podstawie dokładnych wymiarów pomieszczenia. Pomiarów możemy dokonać my lub sam właściciel mieszkania lub domu, możemy też projektować na podstawia rzutów architektonicznych. Potem my przygotowujemy meble pod konkretne wymiary i finalnie nasi monterzy jadą i je montują. Naturalnie każdy projekt jest konsultowany z zamawiającym, poznajemy jego upodobania, fascynacje kolorystyczne, wspólnie dobieramy design, czy to nowoczesny, czy klasyczny.

 

Jak długo trwa montaż?

– Jeden lub dwa dni, w zależności od tego, czy projekt jest bardziej czy mniej złożony.

 

W tym czasie spotykacie się z zamawiającym, to jest ten moment, kiedy można rzeczywiście zarazić.

– Jak wspomniałem, nasi klienci w większości przypadków to rozsądni ludzie. Jeśli są chorzy, to przekładamy termin montażu na bardziej dogodny i bezpieczny. Monitorujemy też stan zdrowia naszych monterów. Podczas samego montażu ograniczamy kontakt z klientem do minimum, pomieszczenia są wietrzone, nasi pracownicy mają środki ochrony osobistej. Naprawdę robimy wiele, by zachować maksimum bezpieczeństwa.

 

Zamawiający nie chce przebywać z monterami podczas ich pracy?

– Ufają nam, zresztą to też siła naszego studio. Mamy świetnych monterów, to profesjonaliści i nasi klienci o tym wiedzą. Nie muszą im patrzeć na ręce na każdym etapie pracy.

 

Tylko pozazdrościć tej ufności.

– Długo na to pracowaliśmy i nadal robimy wszystko, by mieć najwyższe standardy obsługi. Im bardziej się staramy, im bardziej dbamy o jakość, tym więcej mamy klientów. Dziś rynek weryfikuje tych, którzy zachowują się inaczej i takie firmy nie mają racji bytu.

 

Wydaje się, że nieprędko będziemy mogli cieszyć się swobodą, epidemia nie odpuszcza. To przełoży się na branżę meblową w następnych miesiącach?

– To wciąż trudne czasy i dla producentów, i dla sprzedawców, jak i dla projektantów. Ale myślę, że w perspektywie czasu nauczymy się funkcjonować w takich warunkach. Dla wielu firm epidemia stała się impulsem do rozwoju, trzeba było się przystosować do innego funkcjonowania. Do wdrażania nowych technologii w komunikacji z klientami.